Kwiecień 21 2018 21:18:11  
 
Menu
Ostatnie pliki
MODLITWA O UWOLNIENIE
BIBLIO, ojczyzno moj...
ZAGROŻENIA DUCHOWE ...
KSIĘGARNIA INTERNET...
Najnowsze video
Saul i Dawid
Święty Wincenty ...
Wszystko w Tobie
Moja wolność
Nowa jakość życ...
Jezu, ja dziękuj...
Ostatnie artykuły
XIV Forum Charyzmaty...
Warsztaty modlitwy o...
Boże Narodzenie 201...
Godzina Łaski- 8 gr...
III Archidiecezjalny...
Aktualnie online
Gości online: 2

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 78
Najnowszy użytkownik: kocabe

Odwiedziny gości
Dziś:532
Wczoraj:564
W tym tygodniu:3,074
W tym miesiącu:9,025
W tym roku:82,749
Wszystkich:580,539
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Świadectwa

"Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła." (Łk 17,11-19)

Niech powyższe słowa Jezusa uświadomią nam potrzebę dzielenia się świadectwem uzdrowienienia, którego Pan dokonał w naszym życiu. 

 Zachęcamy do przesyłania świadectw z uzdrowień, które dokonały się podczas mszy świętych z modlitwą o uzdrowienie w Sanktuarium Matki Bożej Pojednania w Hodyszewie,aby umacniały naszą Wspólnotę oraz każdą osobę, która będzie je czytać.

 

Świadectwa można wysyłać na nasz e-mail: odnowahodyszewo@wp.pl

*****************************

Szczęść Boże. Nazywam się Marian. Mieszkam we wsi, do której jakiś czas temu sprowadził się pewien człowiek należący do Odnowy w Duchu Świętym. Zaczął mnie odwiedzać, dużo rozmawialiśmy, rozniecił we mnie iskrę wiary, staliśmy się dobrymi kolegami.

Zacząłem czytać Biblię oraz różne książki o świętych. W pewnym momencie zrozumiałem, że moje życie zmieniło się o 180 stopni – jak to powiedziała żona. Skończyłem z nałogami, nie piję, nie palę, nie przeklinam, nie mam w sobie nienawiści. Czytając Pismo Święte, zrozumiałem, że grzechem były też moje wizyty u różnych uzdrowicieli i tzw. szeptuch. Wyspowiadałem się szczerze ze wszystkiego, również z  tego, że bywałem u „babki” w Orli.

Uczestniczę we Mszach Świętych o uzdrowienie duszy i ciała w Hodyszewie. Podczas jednej z nich Pan Jezus uzdrowił moją nogę. Od trzech lat w prawej nodze czułem mrowienia i silne bóle, z powodu których często nie mogłem spać. W  czasie tej Mszy Św. zaczęło dziać się coś dziwnego – dreszcze, gorąco i jakby szarpania tej nogi. A potem ból ustąpił. Teraz jestem szczęśliwy i wiem, że żyję! Najpierw doznałem uzdrowienia serca, a potem uzdrowienia ciała! Dziękuję Panu Jezusowi i Matce Hodyszewskiej za ten dar.

Chwała Panu!

*****************************

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Nazywam się Wacław. Wiele lat temu zboczyłem z Bożej drogi. Zostawiłem rodzinę, rozwiodłem się i związałem się z inną kobietą. Moja wędrówka po manowcach trwała 30 lat. Z czasem poczułem ciężar grzechu, w którym żyłem. Zwróciłem się o pomoc do miejscowego proboszcza, ks. Kazimierza. Doradził mi życie w czystości, białe małżeństwo. Nakazał przeprosić Matkę Bożą, Pana Jezusa i ludzi, których skrzywdziłem swoim postępowaniem. Powiedział, że muszę prawdziwie uwierzyć w Boga i zawierzyć Jego Słowu, które odnajdę w Biblii.

Nie było to takie proste. Droga powrotna do Boga zajęła mi prawie 3 lata. W tym czasie często odwiedzałem Matkę Bożą Hodyszewską, nawet 3 razy w tygodniu. Modliłem się, prosiłem o ratunek dla mojej duszy. I Najświętsza Matuchna wybłagała mi pomoc. 4 grudnia 2010 r. dostałem od Pana Jezusa prezent – nowe życie, zostałem uwolniony od pokus tego świata. Przestałem odczuwać zazdrość, chciwość, pożądliwość, zostałem uzdrowiony z całego zła, które ściągnąłem na siebie przez wizyty u „babki” w Orli. Bez tej łaski nie byłoby możliwe moje dalsze nawrócenie. Pan Bóg zdjął ze mnie ogromny ciężar, który sam przez lata wkładałem sobie na barki.

W okresie świąt Bożego Narodzenia widziałem w kościele kobietę, która odchodząc od komunii, przyklęknęła jeszcze przed żłóbkiem, aby podziękować Dzieciątku. Poczułem ogromny ból, smutek, zapytałem: Kiedy ja tak będę mógł? I znowu Matuchna przyszła z pomocą. Pół roku później ja także w końcu mogłem przyjąć Pana Jezusa do swego serca. Od tamtej pory trwam z Nim w przyjaźni. Wiem, że bez tej więzi moje życie byłoby puste, a ja w środku martwy. Tylko w Jezusie jest prawdziwe życie. Chwała Mu za to! I dzięki za Jego Matkę, która jest moją najlepszą Matką.

 

*****************************

Mam na imię Kasia. Od 20 lat jestem żoną Jarka. Mamy trójkę wspaniałych dzieci. Od 2 lat należę do Wspólnoty Oblubienica Ducha Św. w Hodyszewie.

Dzięki łasce i błogosławieństwu Pana Boga w styczniu bieżącego roku trafiliśmy z mężem na rekolekcje małżeńskie do Suraża. Każde z nas – z innymi oczekiwaniami.  Mieliśmy wiele wątpliwości, pytań, a nawet czuliśmy lęk przed tym, co się tam wydarzy. Mimo wszystko była też wielka radość, że pierwszy raz od 20 lat wyjeżdżamy gdzieś razem.

Treścią rekolekcji była jedność w małżeństwie oraz poznanie charyzmatów, którymi mamy posługiwać. Już pierwszego dnia pobytu szeroko otwierałam oczy ze zdziwienia na zaangażowanie męża we wszystkie możliwe posługi, zarówno w kuchni, jak i w modlitwie.

Dzięki tym rekolekcjom odkryłam swego męża na nowo i na nowo też odkryłam miłość do niego. Jego prawdziwy obraz w moich oczach od dnia ślubu, pod wpływem otaczającego nas świata i problemów, zatarł się. Tutaj uświadomiłam sobie, że jest on wspaniałym człowiekiem. Dotarło do mnie, że to ja bardziej od niego potrzebowałam tych rekolekcji.

Mam ogromne przekonanie, że Pan Bóg nie bez powodu postawił go na mojej drodze, że związał nas węzłem małżeńskim.

Dziękuję Ci Panie Jezu za wszystkie łaski, które otrzymaliśmy na tych rekolekcjach oraz za te, którymi obdarowujesz nas na co dzień. Za to, że nas zmieniasz i prowadzisz. Chwała Panu!

 

*****************************

Nazywam się Paulina. Uczestniczyłam wraz z moją mamą na spotkaniu modlitewnym 10 października u Matki Bożej Pojednania w Hodyszewie. W sercu miałam ogromną chęć spotkania z Trójcą Przenajświętszą i Matką Bożą. Zawierzałam Bogu intencję poczęcia dziecka, gdyż już ponad rok staraliśmy się z mężem o maleństwo, a wyrok niepłodności został potwierdzony – endometrioza. Pamiętam, że tamtego dnia czułam ogromny, wszechogarniający spokój, Matka Boża utulała nas wszystkich. W pewnym momencie usłyszałam słowa rozważań: „Kobiety niepłodne staną się płodne…” Łzy same zaczęły napływać mi do oczu, mimo że tym razem postanowiłam nie płakać. To były łzy szczęścia. Wspaniałe były również słowa księdza o tym, iż w Kanie Galilejskiej Maryja zapraszała i zaprasza nadal do działania, do działania z woli Bożej, aby działy się cuda. Zawierzyłam wszystko Niebu - wszystko, nasze starania, to, czy pojawi się dziecko czy nie, wszystko. Bo Bóg ma dla nas wspaniały plan, nie ma czego się bać. Kiedyś we śnie otrzymałam słowa Maryi: „O nic się nie martwcie, wszystko, co ludzkie, mi oddajcie”.

Maryjo, Królowo Pojednania, Matko Hodyszewska, dziękuję za to, że 10 dni od mszy św. w moim łonie poczęło się dziecko. Mój dzban, moje łono, napełnił Twój Syn obfitością – dzieckiem. Tak jak w Kanie stał się cud.

*****************************

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Mam na imię Elżbieta. Należę do Wspólnoty „Oblubienica Ducha Świętego w Hodyszewie. Chciałabym się podzielić doświadczeniem Bożej miłości w swoim życiu.

25 lat temu, gdy byłam w stanie błogosławionym, podczas jazdy samochodem przewiało mnie i zachorowałam na zapalenie nerwu trójdzielnego twarzy. Miałam bardzo silny paraliż, wyglądałam okropnie. Lekarze byli bezradni, bo był to ostatni miesiąc ciąży. Jeden z nich poradził mi udać się z tym schorzeniem do babki w Orli. Byłam tam dwa razy. Pomogła, na zewnątrz wyglądałam dobrze, ale w środku wszystko zostało. Przy najmniejszym nawet przeciągu chwytał mnie silny ból przechodzący w paraliż. Z czasem zapomniałam o wizycie w Orli, a do reszty się przyzwyczaiłam.

Po wielu latach, będąc na mszy św. z modlitwą o uzdrowienie, usłyszałam świadectwo pewnej kobiety i przypomniałam sobie Orlę. W 2014r. przechodziłam Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy w Hodyszewie. W czasie mszy św. z modlitwą o uzdrowienie prosiłam Boga o zabranie skutków grzechów, które popełniłam wobec swoich dzieci. Gdy kapłan modlił się nade mną, poczułam ciepło i ogromną radość. Dopiero po kilku dniach zorientowałam się, że Pan Jezus uzdrowił mnie również z paraliżu. Nie dowierzając w to, wychodziłam nawet z mokrymi włosami na wiatr, aby przekonać się, czy na pewno zostałam uzdrowiona. Tak się stało!

Pan Jezus jest niesamowity. Nawet nie prosząc, otrzymujemy łaski, które są nam najbardziej potrzebne. Ostatnio uzdrowił mnie z lęku wysokości. I uzdrawia dalej. Chwała Panu!

*****************************

 

Po tragicznej śmierci mojego syna (2, 5 roku temu) postanowiłam odbyć pieszą pielgrzymkę do Częstochowy i ofiarować ją za jego duszę. Szłam do Matki Bożej Jasnogórskiej po raz pierwszy.  Było mi bardzo ciężko,  między innymi ze względu na upały.  Chwilami opadałam z sił. Wydawało mi się, że nie dam rady. W chwilach zwątpienia prosiłam: „Panie Jezu, pomóż mi. Bez Ciebie nie dam rady”. I wówczas wstępowała we mnie nowa energia, mogłam iść dalej.

Na jednym z noclegów poznałam młodą, ładną dziewczynę, która sprawiała wrażenie bardzo smutnej. Zaczęłyśmy rozmawiać. Opowiedziałam jej o moim ogromnym cierpieniu i ogromnym bólu po stracie dziecka. Wyjawiłam też, w jakiej intencji pielgrzymuję na Jasną Górę. Słuchała mnie bardzo uważnie, a później powiedziała, że kiedyś coś mi zdradzi. Kilka dni później wyznała mi, że śmierć mojego syna uratowała komuś życie, uratowała ją. Powiedziała mi także, że walczy z depresją, miała myśli samobójcze, chciała umrzeć. Teraz jednak, dzięki temu, że mogła być świadkiem mojego bólu i cierpienia, pomyślała o swojej mamie. Zrozumiała, jaki ból sprawiłaby jej. Przecież jej mama też by tak cierpiała.

Myślę, że ta pielgrzymka odmieniła Agnieszce życie. Po niespełna roku spotkałam ją przy kościele -  radosną i jakże odmienioną. Wierzę, że odnalazła właściwą drogę. To Pan Jezus jej ją wskazał. To On daje siły. Trzeba tylko Mu zaufać i trwać przy Nim. Mimo ogromnego cierpienia i bólu mam pewność, że Bóg mnie kocha - taką niedoskonałą i poranioną.

Chwała Panu!

Jadzia

*****************************

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Mam na imię Marta, mam 35 lat. Chciałabym podzielić się z Wami tym, co przeżyłam.

Od dłuższego czasu czułam, że stoję w miejscu i powinnam zrobić krok naprzód. Tym krokiem miała być spowiedź. W czerwcu 2014r. dostałam zaproszenie do Białegostoku na mszę św. z modlitwą uwielbienia. Gdy tam jechałam, wiedziałam, że muszę przystąpić do sakramentu pojednania. Dotarłam spóźniona, stałam na samym końcu kościoła, pomyślałam, że nie przecisnę się przez ten tłum. Dotrwałam do końca mszy z myślą o spowiedzi. Ksiądz udzielał końcowego błogosławieństwa i dodał: „Jest wśród nas osoba, która czuje się niewyspowiadana”. Wiedziałam, że te słowa skierowane były do mnie. Stanęłam w kolejce do konfesjonału, żarliwie modliłam się o odwagę, o siłę, o dobrą spowiedź. Pierwszy raz w życiu czułam się tak bardzo skupiona. Wszystko wokoło próbowało rozproszyć moją uwagę, ludzie w kolejce śmiali się, chodzili, wyjmowali telefony, a ja zamykałam oczy i prosiłam Boga, aby pomógł mi to przetrwać. Była godzina 22.00, ksiądz wyszedł z konfesjonału i powiedział, że jest już cisza nocna i nie będzie więcej spowiadał. Wiedziałam, że jeśli nie wyspowiadam się w tej chwili, to znowu minie wiele miesięcy, zanim nadejdzie odpowiedni moment. Wtedy przyszedł kapłan, który odprawiał mszę św. i zaoferował pomoc w posłudze w konfesjonale.

 Moja spowiedź była jednym wielkim płaczem. Wszystko wokół jakby przestało istnieć. Było mi wszystko jedno, czy ktoś mnie słyszy, czy patrzy na mnie. Ksiądz, który mnie spowiadał, okazał mi wiele miłości, współczucia i zrozumienia, a ja zanosiłam się od szlochu. Nie wiem, jak długo trwała spowiedź. Gdy skończyłam mówić, nastała cisza. Ksiądz się nie odzywał, nie pouczał, nie karcił, nie osądzał. Przecież tyle powiedziałam, a on milczał. Po chwili powiedział:„ Jezus i całe niebo cieszy się, że wróciłaś, że jesteś”. Radość i ulga, jaką poczułam, była nie do opisania, zrzuciłam ciężar, który mnie przytłaczał, który nie pozwalał mi się podnieść. Na koniec kapłan modlił się razem ze mną. Z kościoła wyszłam chyba ostatnia. Moja radość była tak ogromna, że mogłam skakać, śpiewać, tańczyć. Całą drogę powrotną uśmiechałam się. Następnego dnia opowiedziałam o tym mojej rodzinie, wszyscy płakaliśmy. Po tym wydarzeniu wspólnie z mamą i dwiema siostrami przeżyłyśmy Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy (REO).

Obecnie ja i moja siostra Agnieszka należymy do wspólnoty Oblubienica Ducha Świętego w Hodyszewie. Mama i druga siostra chodzą na spotkania wspólnoty modlitewnej w Jabłoni Kościelnej. Od dnia tej pamiętnej spowiedzi i pojednania z Bogiem, ludźmi i sobą samą - wielbię Pana, gdyż wielkie rzeczy czyni w moim życiu!

  Chwała Panu!

 

*****************************

Moja „przygoda” z Odnową w Duchu Świętym

       W moim rodzinnym domu nie przywiązywano dużej wagi do Kościoła i modlitwy, więc nie wyniosłam z niego zbyt silnej wiary. Dlatego też w swoim dorosłym życiu niekoniecznie garnęłam się do życia mocno religijnego. Owszem, w niedziele i święta do kościoła chodziłam, ale nie z potrzeby serca, a dlatego że po prostu tak trzeba. Moja modlitwa to było wypowiadanie wyuczonych w dzieciństwie regułek, bez zagłębiania się w ich sens i niesamowitą moc.

Kiedy po raz pierwszy przyszłam na spotkanie Odnowy, stałam jak słup soli. Nie odzywałam się, nie wiedziałam, co mam mówić i jak się modlić. Zastanawiałam się tylko: „Gdzie ja trafiłam? Co ja tu robię? Przecież to zupełnie nie dla mnie, ja tu nigdy się nie odnajdę.” Przed kolejnymi spotkaniami usilnie szukałam jakiegoś pretekstu, żeby tylko tam nie jechać, bo przecież w tym czasie można robić wiele innych, ciekawszych rzeczy. Jednocześnie jednak coś mnie ciągnęło do wspólnoty... Chyba najbardziej to, że zaczęłam czytać Pismo Święte, które do tej pory stało na półce „mało używane”, bo nie było takiej potrzeby... Pomyślałam, że i tak nie mam nic do stracenia. Z czasem zaczęłam się modlić tak jak inni - modlitwą uwielbienia i dziękczynienia, których dotąd zupełnie nie znałam. To było dla mnie coś nowego- że można się modlić inaczej, tak od serca.

Dzięki temu, że tak łatwo nie zrezygnowałam, dane mi było uczestniczyć w Rekolekcjach Ewangelizacyjnych Odnowy. Właśnie wtedy rozwiały się wszelkie wątpliwości co do mojego uczestnictwa we wspólnocie. Każde kolejne spotkanie to była ogromna radość, że dowiem się czegoś więcej, bardziej zbliżę się do Boga. Przestałam się zastanawiać, co tu robię. Teraz to już moja wspólnota. Mam też zupełnie inne podejście do wiary. W końcu zaczęłam sie modlić i sprawia mi to ogromną przyjemność. Odzyskałam radość w sercu.

Niedawno ktoś mi powiedział: „Myślałem, że ludziom na stare lata przewraca się w głowie, ale widzę, że tobie już odbiło.” Mam nadzieję, że nadejdzie czas, gdy jemu też „odbije” i będzie to wielka radość. Dzięki przynależności do wspólnoty na nowo odnalazłam Boga i za to CHWAŁA PANU!!!

Aneta

*****************************

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Mam na imię Ula. Razem z moim mężem, Antonim, chcieliśmy podzielić się z Wami naszym świadectwem. Należymy do wspólnoty Oblubienica Ducha Świętego w Hodyszewie od sierpnia 2014 roku, czyli od ponad pół roku.

W jaki sposób tu trafiliśmy? Od kilku lat myśleliśmy o wstąpieniu do jakiejś wspólnoty katolickiej, ale niestety proza życia, czyli u mnie szkoła, u męża praca, nie pozwalała na podjęcie takiej decyzji. Poza tym, wspólnoty, które nas interesowały, działały na terenie Białegostoku. Ze względu na to prawie niemożliwym było, abyśmy razem, jako małżonkowie, mogli na takie spotkania uczęszczać.

Latem 2014 roku dowiedzieliśmy się o niedawno powstałej wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym w Hodyszewie. To nasze rodzinne okolice, bardzo często tu bywamy i od razu pomyśleliśmy, że jest to wspólnota dla nas. Na początku miałam oczywiście wiele wątpliwości, czy uda nam się pogodzić wszystkie obowiązki. Kiedy przyjechaliśmy po raz pierwszy i dowiedzieliśmy się, ze spotkania odbywają się co tydzień, a nie co miesiąc - tak jak byliśmy przekonani - doznaliśmy lekkiego szoku, bo przecież ile czasu trzeba na to poświęcić! Ale przez ponad pół roku tak się wszystko układa, że co tydzień w piątek o godz. 18.00 prawie zawsze jesteśmy na Mszy św., a później razem ze wszystkimi udajemy się do ośrodka Ojczyzna uwielbiać Pana Boga i dziękować Mu za plan, jaki dla nas przygotował. Oprócz tego wspólnota dała nam przede wszystkim możliwość pogłębienia naszej relacji z Panem Bogiem. Zobaczyliśmy, że można modlić się na wiele sposobów. Poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi, na których można liczyć w każdej sytuacji, o każdej porze dnia i nocy.

Jak każdy, tak i my mieliśmy, mamy i będziemy mieli różne problemy, ale dzięki wspólnocie nasze podejście do nich jest zdrowsze. Mamy tę świadomość, że każda, nawet przykra sytuacja jest jednym z elementów planu Bożego i prędzej czy później zrodzi się z niej dobro, dlatego  przyjmujemy to z pokorą i ze spokojem. Podczas modlitwy wspólnotowej często prosimy Ducha Świętego o pokój serca i właśnie ten Boży pokój odczuwamy w naszym życiu.

Chwała Panu! Alleluja!

*****************************

Translator
Kalendarz
Imieniny
Dzisiaj jest sobota 21 Kwietnia 2018.
Imieniny obchodzą: Bartosz, Feliks, Konrad, Anzelm, Jarosław, Selma
Cytaty
Copyright odnowahodyszewo.pl© 2014